Karty Metaforyczne: „Źródło” oraz „W poszukiwaniu sensu”

Metafory są mostami między tym, co znane,
a tym, co dopiero się w nas odsłania

O projekcie

W roku 2026 pracujemy nad przygotowaniem zestawu metaforycznych kart skojarzeniowych „Źródło” oraz „W poszukiwaniu sensu”, które mogą się stać dobrym narzędziem dla psychoterapeutów, logoterapeutów, coachów, doradców i wszystkich, którzy pracują z innymi osobami, zarówno indywidualnie, jak i grupowo. Każda z tych kart ukrywa w sobie wiele znaczeń, a ich celem jest pomoc w wydobywaniu tego, co kryje się w głębi naszej duszy. Chcemy, aby te karty przez obraz pomagały docierać do wnętrza, do źródła osoby. Zestawy kart i wszystkie metody będą gotowe wczesną jesienią. W tym miejscu będziemy umieszczać proponowane inspiracje i interpretacje niektórych kart oraz metody pracy z całymi taliami kartami. Autorem grafik jest Julia Demidowa, natomiast autorem proponowanych interpretacji oraz metod pracy z kartami ks. Rafał Szykuła. Życzymy dobrych przemyśleń w drodze do siebie!

Karty „Źródło” (135 sztuk) pomogą w odnajdywaniu w osobie tego, co jest jej źródłem, a karty „W poszukiwaniu sensu” (150 sztuk) namierzą to, co sprzyja oraz to, co uniemożliwia aspekty wzmacniające człowieka.

Interpretacje do kilku kart z talii „ŹRÓDŁO”

(pod interpretacjami znajdziesz dwie metody do ich wykorzystania, a jeszcze niżej wiele metod do pracy z całymi taliami):

KARTA 1: Wieloznaczność tej karty jest jej siłą. Karta może pokazywać napięcie każdego człowieka pomiędzy szukaniem perspektywy a potrzebą zakorzenienia. Sowa patrzy wysoko, jest czujna, widzi szerzej. Szop jest niżej, bliżej owoców, bliżej „spraw ziemskich”, swojego instynktu, pragnienia zdobywania. Te dwie postawy pokazują napięcie pomiędzy duchowym oglądem a zwykłymi potrzebami życia, sensem a przetrwaniem, transcendencją a codziennością. To znaczenie może prowokować do odpowiedzi na pytanie: jak godzę wyższe potrzeby z byciem obecnym w zwykłych konkretach życia?

Karta pokazuje również, że w człowieku mieszkają różne sposoby istnienia: mądrość i psotność, przemyślenia w samotności i dociekliwość w świecie, powaga i zabawa. Jeśli umieją nie walczyć, ale dzielą jedną gałąź stawiając wyżej spojrzenie sowy, wtedy przy gałęzi pojawiają się owoce – nawet pomimo bladego tła (las) codziennego życia. Czy dopuszczam taką różnorodność w sobie, czy raczej próbuję siebie redukować do jednej z tych cech? W karcie rzuca się również w oczy krucha gałąź. Ona jest ramą dla sowy i szopa, i może symbolizować ludzką kondycję – wszyscy stoimy na czymś nietrwałym. Istnienie ma swoją kruchość, a bezpieczeństwo nigdy nie jest pełne. Można by zapytać w stylu Irvina Yaloma: Jak żyję, wiedząc, że grunt zawsze trochę się porusza?

Inne osoby patrząc na ten obraz powiedzą, że pokazuje on relację między czuwaniem a spontanicznością. Sowa wygląda jak strażnik, a szop jest eksploratorem. Jak tu w konkretnej sytuacji znaleźć balans między kontrolą a ciekawością, ostrożnością a ryzykiem? Która część mnie pilnuje życia, a która chce je smakować?

W myśl Viktora Frankla zobaczymy w tym obrazie sens, którym jest współdzielenie gałęzi. Pięknym motywem egzystencjalnym jest to, że sens nie musi być heroicznym odkryciem. Może być byciem obok. Dwie istoty mogą współdziałać pomimo różnorodności. Z Martinem Buberem możemy zawołać: nie jestem sam na gałęzi mojego istnienia.

Mądrość nie jest przeciwieństwem instynktu. Sens rodzi się wtedy, gdy umieją się ze sobą właściwie porozumiewać. Do której postaci jesteś dziś bardziej podobny? Co daje ci skrzydła, a co zakorzenienie? Jaką „gałąź” współdzielisz z innymi? W jaki sposób godzisz napięcie między odpowiedzialnością a wolnością? Co w tobie patrzy w górę, a co szuka owoców?

KARTA 2: To karta, w której jest mnóstwo egzystencjalnej treści – mało elementów, a ogrom znaczeń. Muszla i perła niemal proszą o zastanowienie się na sensem, cierpieniem, potencjałem i tym, co jako ukryte „staje się”.

Perła rodzi się z drażniącego ziarenka. Gdyby nie było małego ziarenka piasku, które „sprawia problem” małży, nie powstałaby z niego perła. To metafora bardzo bliska myśli Viktora Frakla, który włożył sporo wysiłku, aby pokazać głębsze rozumienie cierpienia. Sens niekiedy odkrywamy nie pomimo cierpienia, ale przez sposób odpowiedzi na nie. Patrząc na perłę, która jest już efektem końcowym całego procesu, zapytajmy się: co w moim życiu dojrzewało właśnie dzięki temu, co było trudne?

Perła nie rzuca się w oczy i aby ją zobaczyć, trzeba otworzyć małżę – a więc jest odkrywana. Carl Rogers dużo mówił o potencjale osoby. Nie da się go wyprodukować, bo jest on czymś do odkrycia. Aby móc z niego korzystać, muszę doprowadzić do jego odsłonięcia. Jaka wartość we mnie bardziej czeka na odkrycie niż na stworzenie? Nie muszę szukać daleko, wystarczy, że zaglądnę w głąb siebie.

Na tej karcie widzimy, że muszla już jest otwarta. Nie wiadomo jaki będzie los perły – czy trafi w dobre ręce, a może zabierze ją ktoś nieodpowiedni? Odsłonięcie we mnie tego, co jest taką perłą ukrytą w głębi mojej duszy, często wiąże się z ryzykiem. Ta metafora jest zachętą do podatności, ujawniania siebie, ryzyka autentyczności. Co we mnie chce zostać pokazane choć się tego boję? Czy mam gotowość do odsłonięcia? Tutaj może też pomóc zobaczenie tego, kogo chciałbym obdarzyć wiedzą o tej perle, która ma w sobie również ból piasku: jak myślisz, czy twoja perła, którą pozna „ta” osoba, trafi w dobre czy w niewłaściwe ręce?

Aby powstała taka perła potrzebuje od kilku do nawet kilkunastu lat. Nie da się jej wyprodukować wolą ani jakąkolwiek presją. Ona powstaje w powolnym procesie. Idąc za Rollo Mayem zapytamy: czy życie traktuję jako projekt do kontroli, czy jako coś, co dojrzewa w czasie? Można zdobywać cele i nazywać je sensem, a można pomóc sensowi, aby wydobywał się w czasie i kształtował nasze dojrzewanie.

Czasem pospiesznie, po pierwszym wrażeniu, nadajemy ludziom jakieś etykiety, przekonania na ich temat, osądy. Muszla z zewnątrz jest zupełnie niepozorna, a wewnątrz chroni perłę. Ta metafora oddaje wiele osób, które pod powierzchnią codziennej zwyczajności, mają w sobie głębię i mądrość. Nigdy nie dostrzeże tego ten, kto nie widzi w sobie tego miejsca, gdzie leży perła. Czego jeszcze w sobie nie odkryłem, bo patrzę tylko na zewnętrzną powłokę?

Wszystkie inspiracje do tej karty można zawrzeć w myśli: To, co najcenniejsze, powstaje w ukryciu, bez spektaklu. Czasem nosimy perłę tam, gdzie wcześniej widzieliśmy tylko ranę. Irvin Yalom zapewne dodałby, że to, co cenne rodzi się z kruchości.

W rozumieniu logoterapii ta karta, to głęboka metafora dojrzewania człowieka.

KARTA 3: Ta karta ma w sobie jednocześnie nadzieję, wysiłek, potrzebę wznoszenia się ponad, ale też autonomię człowieka, który w niepowtarzalnej sytuacji podejmuje samodzielną decyzję. Pierwsze skojarzenie pokazuje człowieka, który wspina się po drabinie ku jednej gwieździe, choć wokół są ich tysiące. Dlaczego właśnie ta?

Elisabeth Lukas pisała, że sens życia nie jest abstrakcyjną ideą „gdzieś”, ale składa się z wyboru konkretnych możliwości ukrytych w każdej z pojedynczych sytuacji. Nie można jednak zrealizować wszystkich możliwości. Człowiek odpowiada na życie wybierając tę jedyną, która w danym momencie jest „właściwa”. Nawet, gdy w danej chwili tego nie dostrzegamy, w rzeczywistości w każdej sytuacji istnieją różne możliwości wyboru, potencjalne drogi, pragnienia, marzenia. Ale człowiek wyciąga rękę ku jednej gwieździe. Nie dlatego, że inne nie istnieją, ale dlatego, że sens wydarza się w konkretnym wyborze.

Jest w tym znaczeniu coś z wolności, ale i z rezygnacji. Każdy wybór oznacza też niewybranie innych gwiazd. Irvin Yalom powiedziałby, że wolność jest piękna, ale i bolesna. Czy potrafię wybrać jedną drogę, godząc się na utratę innych możliwości? Jak widać, ta gwiazda nie spada sama do rąk – trzeba się po nią wspiąć. To nie jest obraz marzenia i biernego oczekiwania na spełnienie pragnień – to obraz realnej odpowiedzi. Sens nie jest dawany, ale realizowany (V. Frankl). Ku czemu jestem gotów się wspinać, mimo wysiłku?

Wpatrując się uważnie w kartę można pomyśleć: hmm… ciekawe jest to, że człowiek wygląda, jakby intuicyjnie wiedział, którą gwiazdę wybrać. Ta perspektywa przypomina ważną wskazówkę Carla Rogersa: organizm posiada subtelną zdolność orientowania się ku temu, co autentycznie żywe. Nie wszystkie gwiazdy są moje. Które możliwości naprawdę mnie wołają, a które tylko imponują?

Życie nie wymaga, byś sięgnął po wszystkie możliwości, tylko byś odpowiedział na tę, która naprawdę jest twoja. Sens jest konkretny, sytuacyjny, niepowtarzalny (E. Lukas). Jaką gwiazdę potrzebujesz dziś dosięgnąć? Których możliwości boisz się utracić? Co wiesz głęboko, choć nie umiesz tego uzasadnić? Czy żyjesz według własnej gwiazdy? Jaka osoba, sprawa jest dla ciebie tą gwiazdą? Na co warto się wspinać w twoim życiu?

KARTA 4: Latarnia morska pośród wzburzonego morza i ciężkich chmur. Ale najciekawsze jest to, że płomień nie pojawia się spontanicznie. Jest ręka z zapałką. Ktoś podejmuje działanie. Morze nie jest spokojne, niebo nie jest bezchmurne, a latarnia sama nie świeci – a jednak istnieje możliwość światła. To nie jest obraz o harmonii. To obraz odpowiedzi na niesprzyjające warunki (perspektywa fenomenologiczna).

Viktor Frnakl prawdopodobnie zwróciłby uwagę, że człowiek nie wybiera wszystkich okoliczności swojego życia, włącznie z przeżytymi sztormami, okresami, w których nie widać niczego poza mgłą, momentami ciemności. Może jednak wybrać swoją postawę wobec nich. Nie zawsze mogę zmienić warunki, ale mogę odpowiedzieć na nie swoim działaniem lub postawą. Jakiego światła życie domaga się ode mnie właśnie teraz?

Łatwo byłoby powiedzieć: „Nie świecę, bo jest sztorm”. Takie stwierdzenie brzmi jak poddanie się i oddanie odpowiedzialności. Ale ta karta pokazuje zupełnie coś odwrotnego. Właśnie dlatego, że jest sztorm, światło staje się potrzebne (Irvin Yalom). Za co jestem odpowiedzialny nawet wtedy, gdy warunki nie są sprzyjające? Czy nie uciekam, nie chowam się, w sytuacjach, które potrzebują mojej odpowiedzialności, zajęcia konkretnego stanowiska?

Patrząc na tę kartę bardziej humanistycznie, można powiedzieć, że latarnia jest metaforą centrum mnie samego, jako osoby – tego, co we mnie zawsze tchnie życiem, tego, co nigdy nie choruje. Życie przynosi różnego rodzaju kryzysy, oczekiwania, momenty przytłoczenia, nacisków. Właśnie w tych momentach, w tym głębokim centrum mnie wydobywa się pytanie: Czy pozostaję w kontakcie z tym, co we mnie żywe? W tym znaczeniu światło nie tyle prowadzi do innych, ile najpierw wyraża autentyczne istnienie samej latarni.

…ale zaraz, jest w tej karcie coś nieoczywistego. Czyja jest ta ręka? Czy to moje własne działanie, pomoc drugiego człowieka, terapeuty, przyjaciela, losu, łaski, wynik jakiegoś ważnego spotkania? A może patrząc na tę „rękę z zewnątrz” jestem motywowany do usłyszenia w sobie pytania: Czy wszystko muszę rozpalać sam? Czy umiem współpracować, dzielić się swoją wiedzą i owocami swoich pomysłów?

Ciekawa może się tutaj okazać myśl w duchu Marina Bubera. Może światło nie zapala się wyłącznie dzięki sile jednostki. Może potrzebuje spotkania. Czasami odnajdujemy orientację i właściwy kierunek nie dlatego, że znaleźliśmy odpowiedź, ale dlatego, że zostaliśmy przez kogoś zobaczeni. W tym sensie ręka mogłaby symbolizować relację. Kto w moim życiu pomaga mi podtrzymywać różne światła? Kto wspiera moje światło, gdy sam już go prawie nie widzę?

Nie jesteśmy odpowiedzialni za sztorm, ale możemy być odpowiedzialni za światło. Sens nie polega na uciszeniu morza – czasem polega na zapaleniu latarni. To jedna z tych kart, które bardzo dobrze nadają się do rozmowy o sprawczości, nadziei i odpowiedzialności – ale bez naiwnego optymizmu, bo przecież sztorm jest czymś realnym. I właśnie dlatego światło ma znaczenie.

KARTA 5: Ta karta od początku zatrzymuje na dłużej, bo nie jest oczywista. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć: „ręka rozsuwa ciemność i wpuszcza światło”. Ale im dłużej się patrzy, tym mniej wiadomo, czy ta ręka odsłania rzeczywistość, czy może wybiera, którą jej część chce zobaczyć. I właśnie w tej niejednoznaczności tkwi siła.

Ta karta kojarzy się z jedną z centralnych intuicji Irvina Yaloma, że pełne życie nie polega na usunięciu ciemności. Polega na pozostawaniu w kontakcie zarówno z pięknem, jak i tragicznością istnienia. Można nerwowo próbować żyć wyłącznie po stronie światła. Można też utknąć w bezradności po stronie mroku. Jednak człowiek żyje dokładnie na granicy obu i wbrew pozorom, umiejętność odnalezienia się w tym daje mu równowagę. Którą część rzeczywistości dzisiaj pomijam? Czy nie utknąłem w złudnym poszukiwaniu jedynie pozytywnych doznań lub w bezruchu, którym skazuję swoje życie na permanentny marazm?

Patrząc humanistycznie-doświadczeniowo nurtuje czy karta nie mówi o tym, że sposób widzenia świata zależy od naszego kontaktu z własnym doświadczeniem życia i przeżywania – do jakości znajomości i doświadczenia samego siebie. Dla jednych ten sam krajobraz będzie wyglądał jak miejsce możliwości, dla innych jak miejsce zagrożenia. Nie dlatego, że świat się zmienił, ale dlatego, że inny jest sposób bycia w nim. Jakiego świata doświadczam, kiedy jestem naprawdę w kontakcie ze sobą?

Czasem wewnątrz nas są obszary, wartości, głosy sumienia, które po cichu pukają do nas, wołając o uwagę i dopuszczenie do głosu. Gdy się wyciszymy i damy sobie chwilę czasu na słuchanie siebie, spacer, medytację, modlitwę, wtedy one mają wyraźniejszy tembr głosu (Frankl, Lukas). Jak ważne jest, aby korzystać z tych głębokich intuicji, które są do głębi nasze! One wydobywają się z najgłębszych warstw osoby. Jaką możliwość życia próbuję obecnie dopuścić do siebie? Czy daję sobie czas na słuchanie tego, co na dnie serca pulsuje rytmem żywego źródła? Jaki głos się stamtąd wydobywa do mojego „dzisiaj”?

Człowiek wie więcej, niż potrafi od razu powiedzieć (Eugen Gendlin). Istnieje coś, co można nazwać niejasnym ale rzeczywistym przeczuciem znaczenia. Patrząc na tę kartę wydaje się, że ręka nie tyle odkrywa gotową odpowiedź, ile próbuje delikatnie dotknąć czegoś jeszcze nie nazwanego. Nie jest to gest chwycenia – to bardziej gest nasłuchiwania. Jakby ktoś mówił: „Poczekaj, tam coś jest”. Jakie przeczucie w moim życiu domaga się uwagi, choć jeszcze nie umiem go nazwać?

Ta karta jest więc o umiejętności wsłuchiwania się w najgłębsze warstwy siebie. Czy posiadam tę zdolność? Jakie są moje strategie ucieczki przed słuchaniem siebie, przed usłyszeniem „tego właśnie”? Nie zawsze możemy wybrać krajobraz swojego życia, ale często możemy wybrać to, na co pozwolimy sobie spojrzeć. I chyba ten gest jest tutaj najważniejszy. Nie światło, nie ciemność, tylko człowiek, który decyduje się zobaczyć i usłyszeć więcej.

KARTA 6: Ta karta jest pozornie najłatwiejsza z dotychczasowych. Łatwo powiedzieć: rodzina, wspólnota, radość. Ale gdy spojrzeć głębiej, widać tutaj jeden z najbardziej fundamentalnych tematów psychoterapii egzystencjalnej: człowiek nie odnajduje siebie wyłącznie w sobie. Na tej karcie nikt nie jest sam. Co więcej, nikt nie znajduje się w centrum. Nie ma bohatera, nie ma lidera, nie ma postaci dominującej obraz. Jest sieć relacji, spojrzenia krążą między ludźmi, uśmiechy krążą między ludźmi. Życie krąży między ludźmi. To bardzo ważne, bo współczesna kultura mówi: „Szukaj siebie”. Tymczasem ten obraz zdaje się pytać: „A czy można odnaleźć siebie poza relacją?”.

Człowiek staje się sobą nie w izolacji, ale w spotkaniu (Buber). Nie istnieje najpierw gotowe „ja”, które później wchodzi w relacje. Przeciwnie, to przez spotkanie rodzi się doświadczenie siebie. Kim jestem dzięki ludziom, których spotkałem? Kim jestem z ludźmi, których spotykam? Jakie części mnie istnieją tylko wtedy, gdy jestem z innymi?

W wielu miejscach na tym obrazie widoczna jest pewna wymiana. Co tutaj jest dawane? Ktoś niesie dziecko, ktoś przygotowuje jedzenie, ktoś słucha, ktoś się śmieje, ktoś uczestniczy. Sens nie pojawia się tutaj jako przeżycie, ale jako uczestnictwo. Ta pespektywa skłania do zatrzymania się nad sentencją Viktora Frankla: „Nie myśl o tym, czego ty oczekujesz od życia. Zastanów się nad tym, czego życie oczekuje od ciebie”. Co wnoszę do wspólnego stołu, gdzie dokonują się w moim życiu te „wymiany”?

To może być trochę dziwne przy tak pogodnym obrazie, ale można tu również zobaczyć, że każdy człowiek w jakimś kawałku jest ostatecznie samotny. Nikt nie przeżyje za mnie mojego życia, nikt nie umrze za mnie mojej śmierci. A jednak największą ulgę przynosi odkrycie, że nie muszę tej samotności nieść sam. Ta karta wydaje się ilustracją tego paradoksu. Jako ludzie nie mamy potrzeby usuwania egzystencjalne samotności, ale mamy zdolność czynienia jej bardziej ludzką.

Na tej karcie jest dużo radości, choć nie dzieje się nic wielkiego. Nie ma ślubu, nie ma zwycięstwa, nie na spektakularnego wydarzenia. Jest zwyczajny dzień. A może właśnie to jest sedno. Człowiek przez większość życia nie mieszka w momentach przełomowych – mieszka w zwyczajności. I być może jednym z najważniejszych pytań egzystencjalnych nie jest: „Jaki jest sens mojego życia?”, ale: „Czy potrafię rozpoznać sens w tym, co dzieje się między nami właśnie teraz?”. Pomocna może tu być intuicja Ericha Fromma, który odróżniał dążenie do posiadania od pragnienia bycia. Fromm powiedziałby być może: „Najpełniejsze chwile życia często nie polegają na posiadaniu czegoś, lecz na byciu z kimś”. Z kim naprawdę jestem? Jak buduję taką jakość życia? W jaki sposób się o to troszczę?

KARTA 7: Gdyby ta karta miała zamykać np. cykl spotkań w grupie (posługując się na spotkaniach opisanymi tutaj kolejno), to wydaje się wyjątkowo trafnym wyborem. Wcześniejsze karty mówiły o poszukiwaniu, wyborze, sensie, relacji, nadziei, odpowiedzialności. Natomiast ta karta mówi jeszcze o czymś innym: o odwadze bycia sobą pośród innych ludzi.

W pierwszym doświadczeniu obrazu widzimy człowieka, który gra i śpiewa. Nie siedzi schowany, nie ćwiczy w samotności, nie przygotowuje się. On już jest w świecie. Jest widoczny i słyszalny. I co ciekawe, nie wygląda na profesjonalnego artystę. Wygląda raczej na człowieka, który daje siebie – to bardzo ważna różnica.

Carl Rogers nie pisał o o doskonałości, ale o procesie stawania się osobą. Na tej karcie widać człowieka, który osiągnął idealną wersję siebie, widać człowieka, który przestał się ukrywać – to ogromna różnica. Być może najważniejsze pytanie tej karty brzmi: Co we mnie chciałoby wybrzmieć, gdybym nie bał się oceny?

Twórczość nie jest przywilejem artystów – twórczość to sposób istnienia (Rollo May). To odwaga wniesienia czegoś własnego do świata. Muzyka tego chłopca może być metaforą słów, decyzji, miłości, pracy, wychowania dzieci, sposobu życia. Nie chodzi o to, czy człowiek gra idealnie. Chodzi o to, by odważył się zagrać.

Zauważmy, że wokół pojawiają się inni. Ktoś słucha, ktoś zagląda zza furtki, ktoś współtworzy muzykę. To nie jest samotny koncert, ale wspólne wydarzenie. Martin Buber prawdopodobnie powiedziałby, że człowiek nie odkrywa siebie w monologu – odkrywa siebie w odpowiedzi na drugiego człowieka. Być może ten śpiewak nie wiedziałby, kim jest, gdyby nikt go nie usłyszał.

Zauważmy, że przez wszystkie poprzednie karty człowiek czegoś szukał: gwiazdy, światła, sensu, relacji. A tutaj? Tutaj już nie szuka – tutaj odpowiada. Viktor Frankl mówił, że najlepszą odpowiedzią na życie jest samo życie. Czy coś jeszcze paraliżuje moją odwagę życia? Czy żyję pełnią siebie? Jaka jest moja muzyka? Być może boję się, że inni będą wtedy na mnie spoglądali, jak ten starszy mężczyzna w szczelinie furtki. Ale czy warto tłumić swoją muzykę, bo inni też ją tłumią? A może ten „ktoś” zainspiruje się mną i uwierzy, że sam jest w stanie uwierzyć w swoje życie?

Tym, co daje wolność jest myśl, że życie to też zgoda na niedoskonałość. Ten obraz jest trochę zabawy, trochę niepoważny, trochę zwyczajny. I właśnie dlatego jest tak pełen mądrości. Bo być może dojrzałość nie polega na tym, że człowiek staje się wielki – ale, że przestaje czekać na wielkość i zaczyna uczestniczyć, tu i teraz, ze swoimi zdolnościami, takimi jakie są (perspektywa egzystencjalna).

Można analizować swoje życie, znać jego największe szczegóły i nie żyć pełnią. James Bugental wielokrotnie pisał, że najważniejsze pytanie nie brzmi: „Kim powinienem być?”, ale: „Czy jestem obecny w swoim życiu?”. Człowiek widoczny na tej karcie sprawia wrażenie, że jest całkowicie obecny. Nie analizuje siebie, nie porównuje się, nie przygotowuje się do życia. On żyje!

Wiele egzystencjalnych poszukiwań zaczyna się od pytania: „Jaki jest sens życia?”, a kończy dużo prostszym odkryciem: „Mam własny głos i mogę go wnieść do świata” (logoterapia). Po ważnych poszukiwaniach człowiek nie dochodzi do logicznego znalezienia gotowej odpowiedzi. Odkrywa, że sam staje się odpowiedzią. W kontekście poprzednich kart, ten obraz brzmi niemal jak finał życiowej opowieści: człowiek nie stoi już przed drogą, nie wspina się do gwiazdy, nie szuka światła. Człowiek gra swoją melodię – i to wystarcza.

METODY PRACY Z OPISANYMI POWYŻEJ KARTAMI

Metoda 1

(do indywidualnego zastosowania)

  1. Przez 7 dni przeznacz każdego dnia minimum 15 minut na medytację nad poszczególnymi kartami kolejno.
  2. Upewnij się, że znajdujesz się w spokojnymi miejscu i sprzyjających okolicznościach.
  3. Wpatrz się uważnie w kartę (1 dzień – 1 karta, 2 dzień – 2 karta, itd.). Pomyśl najpierw o swoich intuicjach co do tego obrazu. Zastanów się, co ta karta mówi o tobie, do ciebie. Pobudź wyobraźnię – nie ma złych myśli.
  4. Czytaj i rozważaj interpretację przypisaną do danej karty (patrz powyżej). Zatrzymuj się nad poszczególnymi akapitami, refleksjami, pytaniami i pozwól im dotykać twojej duszy. Jeśli któreś są dla ciebie szczególne, nie spiesz się, pozostań przy nich do momentu wysycenia. Możesz zapisać to, co się w tobie zrodziło lub od razu przejdź dalej.
  5. Na koniec zbierz w myślach to, co było dla ciebie ważne w tym ćwiczeniu. Co zabierasz ze sobą jako istotne, poszerzające perspektywę?
Metoda 2

(do grupowego zastosowania; powyższe karty z ich interpretacją mogą być świetnym narzędziem do cyklu spotkań w grupie; przy możliwości pracy grupowej dodatkowo będą pracowały interakcje, relacje, mobilizowanie się wzajemnie w poszukiwaniu i odnajdywaniu głębi siebie; to bardzo mocny czynnik)

ilość osób: max. 10; czas spotkania: 1,5h (w zależności od ilości osób)

  1. Po wstępnej części spotkania wyświetl obraz lub pokaż go z oryginalnej talii (każde spotkanie to kolejne z powyższych obrazów, począwszy od pierwszego).
  2. Najpierw zapytaj uczestników: Co przedstawia ten obraz, co na nim widać? Później: Do jakich życiowych obszarów może się odnosić ten obraz, co głębszego może kryć (np. w odniesieniu do relacji, przeżywania siebie, poczucia i realizacji sensu, itp.)?
  3. Po usłyszeniu i zebraniu usłyszanych myśli wyświetl (lub daj każdemu) umieszczoną powyżej interpretację. Przeczytaj ją powoli (jeden lub dwa razy) i zostaw uczestnikom czas na wsłuchanie się w ciszy w siebie. Wprowadź pytaniami: Która część tekstu jest najbliżej mnie? Które pytania, spostrzeżenia najbardziej mnie zatrzymują, wprowadzają w zadumę?
  4. Wyłącz ekran z tekstem i obrazem (lub poproś aby uczestnicy odłożyli na bok kartki z interpretacją). Zwróćcie się do siebie w kręgu. Zachęć do indywidualnego wyrażenia swoich myśli i przeżyć z tego ćwiczenia. Możesz się posłużyć podobnymi słowami: Dotknęliśmy głębokich miejsc, które wszyscy nosimy, ale nie zawsze mamy możliwość je usłyszeć czy wypowiedzieć. Jesteśmy w bezpiecznymi miejscu i dyskretnej grupie, mamy więc przestrzeń do podzielenia się tym, co nam wybrzmiało w odniesieniu do dzisiejszej karty. Co usłyszeliście tutaj osobiście do siebie lub o sobie? Czy ta karta was do czegoś zaprasza, coś wam rozjaśnia?
  5. Na koniec możesz poprosić uczestników, aby powiedzieli: Co w odpowiedzi innych osób biorą dla siebie? Co ich zainspirowało, pogłębiło refleksję?

METODY PRACY Z CAŁYMI TALIAMI (135 + 150 kart)

Osobista refleksja… Obydwie talie kart, do których odnoszą się umieszczone tutaj interpretacje i metody pracy, przykuły moją uwagę już momencie, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy. Zauważyłem, że metafory w obrazach mają w sobie ukrytą siłę, aby przy odrobinie wysiłku wydobywać głębokie treści – zarówno te, które podstępnie utrudniają nam życie, jak i te, które niosą w sobie światło, potencjał, siłę, sens. Zacząłem zatem zabierać obie talie na różne spotkania, rozmowy i treningi. Stosowałem różne metody pracy, od najbardziej prozaicznych do bardziej skomplikowanych. Podczas eksploracji kart z różnymi osobami rozmowy okazywały się zaskakujące, twórcze, odkrywcze, pomagające w zrozumieniu swojego „tu i teraz” i dookreśleniu wyzwań, które warto podjąć. Niejednokrotnie podczas takich rozmów zmieniałem wcześniejsze plany na realizację kart i tak samoistnie rodziła się nowa metoda. Wtedy zrozumiałem, że przy odrobinie improwizacji i indywidualizacji (E. Lukas) karty metaforyczne mają nieskończoną możliwość zastosowań. Poziom i forma ich wykorzystania będzie zależała od tego, w jakiej dziedzinie zostaną użyte. W poradnictwie będą dotyczyły poziomu wsparcia i szukania rozwiązań, natomiast w psychoterapii mogą wspierać proces, rozumienie siebie, otwieranie się na to, co pomimo trudności i zawsze pozostaje w nas zdrowe. Poniżej podaję kilka metod do indywidualnej i grupowej pracy z kartami. Pomijam te najprostsze, których opracowanie nie wymaga dużego wysiłku – wystarczy wiedza o człowieku i trochę polotu. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, do których „metafora ukryta w obrazie” nie przemawia, a może nawet sprawia im trudność. Ważne, aby narzędzie którym się posługujemy było spójne z nami. Wszystkim, którzy zdecydują się wejść w świat tych metafor życzę uważnego i słuchającego spojrzenia, które sięgnie samego serca. Poniższe metody odnoszą się do różnych myśli z obszaru psychologii humanistycznej i egzystencjalnej, ze szczególnym uwzględnieniem logoterapii. Umieszczając je tutaj chciałem, aby każdy z terapeutów miał też możliwość nadania im własnego charakteru – te metody są na to gotowe 🙂 ks. Rafał

METODY DO PRACY INDYWIDUALNEJ

Metoda 1 „Dialog z kartą”

Jest to metoda fenomenologiczna, w której nie chodzi o interpretowanie obrazu, ale o spotkanie z nim.

  1. Uczestnik ćwiczenia wybiera kartę intuicyjnie.
  2. Następnie przez minutę na nią patrzy.
  3. Prowadzący pyta: „Co w tej chwili najbardziej przyciąga twoją uwagę?” (nie pyta „co oznacza”, ale „co cię zatrzymuje” – kierunek doświadczeniowy)
  4. W następnej kolejności mogą paść pytania: Co dzieje się na tym obrazie? Gdzie jesteś w tym obrazie? Gdzie chciałbyś być? Ku czemu kieruje cię ten obraz? Czego w nim brakuje? Co pozostaje niewypowiedziane?
Metoda 2 „Cztery egzystencjalne pytania”

Osoba losuje jedną kartę, po czym rozmawiamy o niej przez cztery perspektywy:

  1. WOLNOŚĆ: Co ta karta mówi o wyborze?
  2. RELACJA: Co mówi o byciu z drugim człowiekiem?
  3. SENS: Jakie pytania o sens stawia? (logoterapia: budzenie woli sensu)
  4. SKOŃCZONOŚĆ: Co byłoby inne, gdyby czas był ograniczony? (logoterapia: logodrama)
Metoda 3 „Linia życia”

Inspiracją do tego ćwiczenia była „Autobigrafia rozłożona w czasie” – forma terapeutycznego procesu grupowego autorstwa Elisabeth Lukas.

Uczestnik ćwiczenia wybiera sześć kart, które są bliskie jego skojarzeniom z poszczególnymi etapami życia:

  1. kartę dzieciństwa
  2. kartę młodości
  3. kartę obecnego życia
  4. kartę przyszłości
  5. kartę, której najbardziej się boi
  6. kartę, do której chciałby dojść

W omawianiu kart i etapów życia nie analizujemy chronologii, ale patrzymy jak zmienia się sposób życia człowieka, jakie egzystencjalne pytania kryje, jakie wyzwania nakreśla.

Metoda 4 „Mój wewnętrzny krajobraz”

Osoba wybiera 7 – 10 kart, które stara się ułożyć jak mapę – nie według czasu ale według doświadczenia. Może to zrobić na wiele sposobów. Terapeuta może przygotować arkusze z nagłówkami, pod którymi klient będzie umieszczał wybraną kartę. Mapa może zawierać np.:

  1. miejsce spokoju
  2. miejsce cierpienia
  3. miejsce nadziei
  4. miejsce odpowiedzialności
  5. miejsce pustki
  6. miejsce relacji
  7. miejsce sensu.

Potem przechodzimy po mapie, opowiadamy o tych miejscach, omawiamy zależności pomiędzy nimi.

Metoda 5 „Karta, która mnie nie lubi”

To ciekawa metoda, w której uczestnik ćwiczenia wybiera kartę, która go drażni. Tę, która wydaje mu się głupia, niezrozumiała, irytująca.

Następnie rozmawiamy, dlaczego właśnie ta. Jest to ciekawa metoda, która może uwypuklić mechanizmy obronne i strategie, przez które klient utyka w realizacji sensu, zamyka się w depresji, wybiera lęk. Po omówieniu tej karty naturalne może być przejście podczas tej samej rozmowy do kolejnej, 6 Metody:

Metoda 6 „Karta, która na mnie czeka”

Rozkładamy na stole dowolną liczbę kart (np. około 40). Zachęcamy, aby uczestnik ćwiczenia nie wybierał zbyt szybko, ale aby spacerował pomiędzy nimi, patrzył, słuchał, czekał. W pewnym momencie mówimy: „Jedna z kart cię zatrzymuje, budzi twoje zaufanie, nadzieję, kreśli perspektywę. Która to?”. Gdy karta zostanie wybrana kontynuujemy rozmowę w stronę pragnień i perspektyw, które ukrywa karta.

Metoda 7 „Rozmowa dwóch kart”

Osoba wybiera dwie karty.

  1. Jedna, która oddaje stwierdzenie: „To jestem dzisiaj”.
  2. Druga: „Tak chciałbym być”.

Następnie układa je naprzeciw siebie. Terapeuta modeluje dialog pomiędzy kartami, który prowadzi klient. Kierunek „rozmowy dwóch kart”: Co powiedziałaby pierwsza karta drugiej? Później odwrotnie. Na końcu można zapytać zależnie od toku rozmowy: Która karta mówi prawdę?

W tym ćwiczeniu po pierwszych pytaniach z dialogu między kartami można zachęcić uczestnika, aby przeszedł do prowadzenia rozmowy w formie „ja”.

Metoda 8 „Sens ukryty między kartami”

To metoda mocno osadzona na myśleniu Viktora Frankla i Elisabeth Lukas. Osoba wybiera pięć kart. Nie zadajemy pytań po każdej, ale patrzymy na całość. Tutaj nie pytamy o to, co te karty oznaczają, ale do czego zapraszają. Możemy to zrobić w podobnych pytaniach: Co wszystkie razem próbują nam powiedzieć? Jaka możliwość pojawia się między nimi? Być może pokazują całe niebo możliwości, spośród których jedna gwiazda bije najmocniej?

Metoda 9 „Krzesło egzystencjalne”

To metoda, której pierwszym celem jest pogłębienie doświadczenia siebie w różnych odsłonach. Klient wybiera np. (zależnie od potrzeby i celu ćwiczenia):

  1. kartę Nadziei
  2. kartę Lęku
  3. kartę Wolności
  4. kartę Odpowiedzialności
  5. kartę Miłości.

Następnie wygodnie siada, bierze jedną z nich i mówi o sobie z jej perspektywy. Następnie bierze inną kartę i mówi o sobie z tej perspektywy. Zachęcamy, aby wszystko mówił w formie „ja”. Ciekawym urozmaiceniem tej metody może być ustawienie kolejno pięciu krzeseł, położenie wybranych kart na poszczególnych miejscach i mówienie „każdą z nich” na innym miejscu. To może jeszcze bardziej pokazać wieloaspektowość i niepowtarzalność człowieka, który tak, jak te krzesła, ma w sobie wiele spojrzeń. Chcąc rozbudować ćwiczenie, możemy w dalszej części modelować dialog pomiędzy poszczególnymi krzesłami.

Metoda 10 „Nieopowiedziane życie”

Osoba układa historię z 8-12 kart. Mówi o bohaterze, u którego nie najważniejsze są wydarzenia, ale to, jak zmieniał się sposób jego istnienia.

Na przykład: Najpierw żył… wydawało mu się… później zauważył… i zaczął… bo stało się dla niego jasne… wtedy przekonał się, że naprawdę ważne jest… rozpoczął więc… później odważył się…

Po tej opowieści, zależnie od dynamiki pracy, omawiamy historię bohatera, uczestnik spotkania podejmuje refleksję, na ile ta historia jest dla niego/o nim, co w niej odkrywa.

METODY DO PRACY GRUPOWEJ

Metoda 11 „Krąg znaczeń” (w przygotowaniu)